Master Coach - citius | altius | fortius

Wewnętrzna Strefa Doskonałości

czyli o poszukiwaniu stanu optymalnego do wykonania zadania

Zimna głowa, sportowa złość, koncentracja, oczyszczony umysł, optymalne pobudzenie, „rzucenie wszystkiego na jedną szalę”, stan przepływu, czy może bycie tu i teraz? Które z tych twierdzeń najlepiej oddaje gotowość zawodnika do wykonania swojego zdania najlepiej jak potrafi? W jaki sposób budować taki stan i jak go osiągnąć?

Zawodnicy z pomocą trenerów i osób wspierających ich w rozwoju mentalnym poszukują sposobu, który umożliwiłby im w decydującym momencie zawodów poradzić sobie z targającymi ich emocjami, pozostać skoncentrowanym na zadaniu i wykonać je perfekcyjnie. Michael Jordan, gdy odnosił się do rzutu wieńczącego karierę, kiedy to w ostatnich sekundach meczu trafiał do kosza, dając drużynie Chicago Bulls zwycięstwo w finałach NBA, powiedział: „W ostatniej minucie meczu, ostatniej minucie swojej kariery, potrzebowałem wszystkiego, czego nauczyłem się do tej pory. Kibice ucichli, ta chwila zaczęła się stawać dla mnie Tą chwilą. Kiedy widzę taką chwilę, okazję, z której można skorzystać to nauczyłem się w siebie nie wątpić. Wiedziałem, że będzie to ostatnia szansa, żeby wygrać lub przegrać ten mecz.”

Do decydującego momentu zawodnicy przygotowują się długo, niekiedy całą sportową karierę. Każdy zawodnik w zależności o dyscypliny, swoich przyzwyczajeń, temperamentu i doświadczenia, nieco inaczej buduję swoją startową gotowość. Opierając się na moich obserwacjach z pracy coachingowej, w której podstawą dla mnie jest całościowe ujęcie psychiki i zachowań w różnych kontekstach funkcjonowania, podjąłem próbę uporządkowania czynników, od których zależeć może stan sprzyjający najlepszemu wykonaniu zadania. Niektóre z komponentów prowadzących do wypracowania optymalnej dyspozycji mają charakter ogólny i wiążą się z przekrojowym spojrzeniem na życie i wartości, inne związane są z codziennym funkcjonowaniem, a jeszcze inne są bardziej specyficzne, dotyczą konkretnych sytuacji treningowych i startowych. W artykule chciałbym przedstawić, zebrane w jeden model, swoje doświadczenia związane z uzyskiwaniem optymalnego stanu do wykonania zadania, nazwanego za Robertem Diltsem, Wewnętrzną Strefą Doskonałości.

Zanim przejdę do samego modelu, parę słów poświęcę funkcjonowaniu naszego mózgu, a konkretnie, przetwarzaniu informacji, ich zabarwieniu emocjonalnemu i pamięci. Masz mózg zbiera informację o aktualnej sytuacji, w której się w danym momencie znajdujemy, za pomocą zmysłów. Precyzyjniej mówiąc, w każdej sekundzie, rejestruje za pomocą szeregu różnych receptorów około 400 miliardów bitów informacji. Szacuje się, że jesteśmy świadomi jedynie około 2000 z tych bitów informacji, pozostałe przetwarzane są całkowicie bez udziału naszej świadomości. Rodzaje receptorów możemy skategoryzować ze względu na charakter odbieranego bodźca lub też umiejscowienie. Do odbierania informacji o świecie zewnętrznym służy wzrok, słuch, smak, węch, dotyk. Natomiast stan naszego organizmu odbierany jest między innymi przez odczuwanie ciepła (lub jego braku) przez skórę, poczucie równowaga – ucho wewnętrzne (błędnik), nocycepcję (odczuwanie bólu) skóry, stawów i narządów, propriocepcję (napięcie mięśni), świadomość ciała, głód, pragnienie. Możemy wyróżnić też, jako odrębna grupę informacji: stan naszego umysłu, czyli pamięć/wspomnienia, przekonania/wartość, tożsamość/poczucie sensu. Wszystkie te informację, za wyjątkiem węchu, zbierane są przez część mózgu zlokalizowaną w międzymózgowiu zwaną Wzgórzem. Kolejnym etapem podróży informacji z naszych receptorów jest Ciało migdałowate znajdujące się w części mózgu zwanej układem limbicznym. Według obecnie posiadanej wiedzy na temat funkcjonowania Ciała migdałowatego możemy powiedzieć, że pełni ono rolę kontrolki bezpieczeństwa, której zadaniem jest uruchomić alarm w przypadku, gdy poziom zagrożenia lub poziom tolerancji emocjonalnej przekroczy indywidualnie akceptowalne normy. Co dzieję się w przypadku takiego alarmu? Ciało migdałowate blokuje przepływ informacji do kory przedczołowej, w skutek czego nie możliwe staje się analizowanie i podejmowanie decyzji. Taka sytuacja traktowana jest jak zagrożenie i kontrole przejmują reakcje mające ocalić organizm przed niebezpieczeństwem. Uruchamiany zostaje tryb reakcji walki, ucieczki lub zamrożenia. Automatycznie reagujemy według wzorców, które zakodowane zostały w naszym mózgu, jako zapewniające bezpieczeństwo. Wzorce te mogą wynikać z wcześniejszych doświadczeń, mogą być wynikiem nauki i treningu przygotowującego nas do sytuacji ekstremalnych, prawdopodobnie mogą też wedle najnowszych badań, być dziedziczone przez pokolenia.

Jak to się dzieję, że u jednych kontrolka zapala się szybciej, a u innych system bezpieczeństwa akceptuje wyższy poziom zagrożenia? Możemy sobie wyobrazić, że każda informacja przetwarzana w naszym mózgu jest zabarwiona emocjonalnie. Przykładowo, jeśli receptor zarejestruje impuls bólu, będzie on zabarwiony lekkim strachem, a jeśli nasz wzrok ujrzy promyk słońca, taka informacja może być zabarwiona radością. Dodatkowo, każda z takich zbieranych na bieżąco informacji może przywołać dodatkowy ciąg wspomnień, doświadczeń, sytuacji, czy zdarzeń z pamięci, które także posiadają swoje zabarwienie emocjonalne o określonej intensywności. Kontynuując przykład, promyk słońca mógłby przywołać wspomnienie rodzinnych wakacji nad morzem, i wzbudził dodatkowo uczucia przyjemności, bliskości, czy bezpieczeństwa. Można powiedzieć, że każdy z nas ma indywidualną strefę emocjonalnego funkcjonowania. Mózg analizuje zabawienia emocjonalne i jeśli mieszczą się one w obszarze tolerancji, to ciało migdałowate uznaje to za poziom bezpieczny, jeżeli suma emocji przekracza określoną strefę tolerancji na emocje, włącza się alarm.

W jaki sposób możemy pomóc sobie, jak najczęściej i jak najdłużej funkcjonować w tej optymalnej dla nas strefie? Moje obserwacje powalają mi wyróżnić trzy sposoby, które prowadzą do tego celu i jeden, który może zapewnić nam odpowiednie reakcje, jednak nie będzie funkcjonowaniem w ramach naszej strefy doskonałości. Po pierwsze możemy powiększać nasz obszar tolerancji, czyli nasza strefę optymalnego funkcjonowania, po drugie możemy pracować nam tym jak przeżywamy emocje, i tym samym zmniejszać nasilenie zabawienia emocjonalnego określonych zdarzeń, i po trzecie możemy nauczyć się „oczyszczać umysł” i dzięki temu robić przestrzeń dla nowych emocji. Czwarty sposób radzenia sobie, to wytrenowanie nawykowych działań, które pomimo znalezienia się poza obszarem tolerancji i mimo braku dostępu do obszarów analitycznych i decyzyjnych mózgu, będą pierwszym, automatycznym wyborem w obszarze podejmowanych działań. Poparciem powyższych obserwacji mogą być wyniki wielu badań, z których chciałbym przytoczyć kilka najważniejszych dla mnie przykładów. Jedne z takich badań pokazują, że nazwanie pojawiających się w nas emocji, zmniejsza aktywność mózgu w obszarze ciała migdałowatego widoczną w obrazowaniu metodą fMRI. Oznaczać to może, że zidentyfikowanie i nazwanie emocji, posługując się językiem, którego używam w tym artykule, powoduje, że zmniejsza się nasilenie zabarwienia emocjonalnego odbieranego bodźca. Kolejnym przykładem badań mających związek z omawianym tematem, są opracowania dotyczące struktury mózgu zwanej Wyspa (łac. Insula). Badania pokazują, że Wyspa uczestniczy w przekazywaniu impulsów nerwowych pomiędzy układem limbicznym a korą. Od ilości połączeń neuronalnych bezpośrednio zależy, jak szybko komunikacja taka jest przerywana i przywracana. Im więcej połączeń, tym przerwanie komunikacji z korą przedczołową następuje później. Natomiast liczba takich połączeń bezpośrednio zależy od tego, w jakim stopniu mamy wykreowany pozytywny obraz siebie i praktykujemy empatyczny stosunek do samego siebie. Przenosząc to na nasz język umiejętność, odbudowywanie pozytywnego obrazu siebie powiększa nasza strefę doskonałości. Powyższe badania dają nam pewne wskazówki dotyczące postepowania z emocjami. Jednak emocje niosą ze sobą tak dużą i trudną do okiełznania energię, że do opanowania ich potrzebujemy stałej i systematycznej pracą nad sobą.

W jaki sposób przenieść powyższe obserwacje i wnioski na praktykę? Jak wspomniałem powyżej, na wielkość naszej strefy doskonałości i umiejętność przebywania w niej, w sytuacjach wymagających od nas wysokich osiągnięć, wpływa wiele czynników. Niektóre z nich są kwestią zdobycia konkretnych umiejętności, a inne kształtowane są długoterminowo poprzez nasze predyspozycje, przekonania i doświadczenia. Punktem wyjścia do stworzenia modelu, było dla mnie przyjęcie subiektywnej perspektywy, w której sami obserwujemy siebie i dokonujemy oceny naszego stanu, ponieważ uznałem, że dużo bardziej istotne jest to, jak ja postrzegam daną sytuacje i jak ona na mnie wpływa, niż jak ta sytuacja obiektywnie jest. Dlatego model opiera się na ośmiu „poczuciach” czyli ośmiu perspektywach postrzeganych wyłącznie przez pryzmat własnych odczuć, ocen lub interpretacji. Jest to podejście stosowane na przykład przy badaniu szczęścia, gdzie nie mierzy się obiektywnego poziomu szczęścia (gdyż, nie da się określić kryteriów, po których spełnieniu stajemy szczęśliwi) mierzy się jego subiektywne poczucie. Zupełnie osobnym tematem, który chciałbym na razie pozostawić z boku, jest to czy przykładowo w sytuacji, w której mam poczucie bezpieczeństwa, faktycznie jest bezpiecznie, czy nie. Zbyt duży rozdźwięk i zafałszowanie obrazu rzeczywistości może mieć konsekwencje dla naszego funkcjonowania, ale jest to temat na trochę inny artykuł.

Na bazie moich obserwacji wybrałem osiem następujących „poczuć”, istotnych dla przebywania we własnej strefie doskonałości: 1) Poczucie sensu, 2) Poczucie spójności, 3) Poczucie pewności, 4) Poczucie wpływu, 5) Poczucie bezpieczeństwa, 6) Poczucie zaangażowania, 7) Poczucie kompetencji i 8) Poczucie sukcesu. Poniżej wyjaśniam, jak rozumiem każde z „poczuć” i jak je kształtować.

Poczucie sensu, które rozumiem jako przekonanie, że to, co robię będzie miało jakieś większe znaczenie dla mnie i dla innych w odległym horyzoncie czasu. Przy czym lubię patrzeć na sens przez pryzmat tego, jak dane działania zmienią i wpłyną na innych. W poczuciu sensu chodzi mi o oderwanie się od wyniku, o nieocenianie swoich działań, z perspektywy odniesienia lub odniesienia sukcesu. Postrzeganie sensu bywa tym większe, im bardziej widzę, jak moja codzienna praca przekłada się na budowanie wspólnej wartości. Dobrym pytaniem, które warto sobie zadawać, jest: jak dzięki temu, co robię, wzbogacam życie innych? W praktyce, rzadko kiedy zdobycie kwalifikacji, mistrzostwa, medalu bywa sensem samym w sobie, w takim rozumieniu o jakie mi chodzi. Większym sensem byłoby na przykład zachęcenie młodzieży do uprawiania danej dyscypliny sportu, do zmiany trybu życia, aktywności fizycznej. Oczywiście sukcesy w bardzo dużym stopniu pomagają w realizacji takiego celu, jednak nie są niezbędne, aby się realizował i nadawał sens podejmowanym działaniom. Poczucie sensu wiążę z realizacją misji i działaniem w ramach większej wizji.

Poczucie spójności znajdujemy wtedy, gdy to, co myślimy, czujemy i robimy jest ze sobą w zgodzie. Nie chce przy tym powiedzieć, że każdy wyczerpujący trening ma być dla nasz przyjemny, a ból mamy przyjmować z radością. Natomiast satysfakcja z dobrze wykonanej pracy i sygnały, że nasz organizm regeneruje się i staje się coraz lepiej wytrenowany, to właśnie oznaka takiej spójności. Kiedy wyjściu na trening towarzysz złość, mięśnie są przemęczone, czego próbuję nie zauważać i jak zdarta płyta powtarzam sobie, że kocham swoją dyscyplinę, choć z każdym powtórzeniem trudniej mi w to uwierzyć, oznacza to potencjalny brak spójności. Pytania, które warto sobie zadać w takiej sytuacji mogą brzmieć na przykład tak: Co moje ciało chce mi powiedzieć, czego nie chce usłyszeć? Co komunikują mi emocje, które czuję? Co powiedziałbym sobie, gdybym był ze sobą w pełni szczery? Zignorowanie pierwszych sygnałów niespójności bywa drogą do wypalenia i kontuzji, natomiast zaufanie sobie, swojej intuicji, swojej wiedzy i doświadczeniom może być źródłem do zmiany lub zyskania nowej motywacji do dalszej pracy.

Przejawem poczucia pewności najczęściej jest nasz stosunek do samych siebie, to, co o sobie myślimy i mówimy do siebie w różnych sytuacjach. Zdarza się, że spotykamy się z postawą tak zwanej fasadowej (nadmiernej) pewności siebie, która jest bardziej ukrywaniem braku pewności, a nie jej oznaką. Pewność charakteryzuje się miedzy innymi odwagą brania na siebie odpowiedzialności, podejmowania decyzji i przyznawania się do błędów, gotowością mierzenia się z nowymi sytuacjami, w których nie wiadomo, jakie rozwiązanie jest najlepsze. Pewność siebie wiąże się również z niezależnością od oceny zewnętrznej, która traktowana jest jedynie, jako jeden z elementów informacji zwrotnej. Pytania, które pozawalają budować pewność siebie dotyczą docenienia swoich zachowań. Z czego co dziś zrobiłem jestem zadowolmy? Za co mogę być sobie wdzięczny? Co chciałbym zmienić lub zrobić inaczej? Poczucie pewności, to jeden z tych wymiarów, którego nie da się zbudować szybko. Pewne doświadczenia, jak wygrany turniej mogą dać nam bardzo dużo, jednak praca nad głębokim poczuciem pewności siebie, to praca długoterminowa, podobna do układania cegły przy cegle, które łącznie stworzą solidną konstrukcję. Przy budowie tej konstrukcji ważne, żebyśmy sami nie naruszali jej przez autokrytykę i bycie dla siebie zbyt surowym.

Poczucie wpływu wiąże się z wiarą w swoją skuteczność i sprawczość. Jedną z dróg, jest właściwe stawianie sobie celów, które pozawalają mierzyć postęp, zamiast celów, które oceniają końcowe wyniki. Kiedy cel staje się jednym z punktów kontrolnych, którego głównym zadaniem jest potwierdzenie, czy realizowany plan jest skuteczny, czy może wymaga korekty, zyskuje się poczucie wpływu na swój rozwój i możliwość kontrolowania jego tempa. Uzyskanie poczucia wpływu wymaga odróżniania czynników, które ode mnie, w największym stopniu zależą i szukanie miar związanych właśnie z nimi. Zwycięstwo w zawodach, zdobycie medalu, określony czas, to miary, które zmniejszają nasze poczucie wpływu, gdyż po pierwsze zależą od wielu czynników od nas niezależnych, po drugie, dowiadujemy się o nich, kiedy nie możemy już nic więcej zrobić. Przykładowo postawienie sobie za cel poprawę życiówki, może zwiększyć poczucie wpływu w sytuacji, gdy dokładnie wiem, dzięki czemu życiówka została poprawiona. Częściej jednak zmniejsza poczucie wpływu, ponieważ jak pisałem wcześniej, dowiaduję, że nie zrobiłem życiówki, gdy jestem na mecie i nic już nie mogę zrobić. Ponadto, jeśli mówimy o biegu, zrobienie życiówki zależeć będzie od warunków atmosferycznych, tempa konkurentów itp. Dużo lepszym rozwiązaniem jest rozłożenie końcowego wyniku, na składowe, które mogę kontrolować kilkukrotnie podczas biegu, tak na przykład tempo, elementy techniki, oddech. Co więcej, należy wybrać te elementy, które najbardziej związane były z treningiem poprzedzającym zawody. Pytaniem, które warto zadawać sobie w tym obszarze, to na przykład: Jaki krok posunie mnie naprzód i po czym poznam, że go zrobiłem? W największym skrócie, aby budować poczucie wpływu, należy odwrócić sposób, w jaki myślimy o treningach i startach. Nie trenujemy po to, aby uzyskać jak najlepszy wynik na zawodach, tylko startujemy, aby potwierdzić, że mamy dobry plan i prawidłowo go realizujemy. Jeżeli skutecznie realizujemy plan, to ma on nam dać określony wynik, dlatego możemy być o niego spokojni. Dość łatwo pisze się o tym odwróceniu, jednak w obliczu rywalizacji, presji i oczekiwań, jest to chyba jeden z najtrudniejszych elementów opisywanych w tym artykule.

Na poczucie bezpieczeństwa składa się szereg czynników niezwiązanych bezpośrednio z samym treningiem i dotyczy części życia niezwiązanej ze sportem. Jedną z istotniejszych składowych jest wsparcie rodziny, przyjaciół, czy bliskich. Oznacza to właściwe ułożenie sobie relacji oraz zbudowanie zrozumienia dla poświęcenia się czasochłonnemu zajęciu, jakim jest sport. Kolejną składową jest plan rozwoju kariery sportowej i pozasportowej. Ponieważ sport wiąże się z wieloma ryzykami, postawienie wszystkiego na „jedną kartę” to decyzja trudna, którą pokrzyżować mogą kontuzję, niedyspozycje, spadek formy, czy nawet czynniki pozasportowe. Wybór jest tutaj sprawą bardzo indywidualną, ponieważ z jednej strony koncentracja na karierze sportowej daje możliwość pełnego skupienia się na treningu i doskonaleniu w swojej dyscyplinie, z drugiej strony budowanie alternatywnej ścieżki kariery może zmniejszyć presję wyniku i stres związany z obawą przed niepowodzeniem. Uporządkowanie spraw okołosportowych i zapewnienie sobie poczucia bezpieczeństwa na początku sezonu startowego, daje komfort i spokój, dzięki którym można skoncentrować się na aspektach sportowych. Pomocne pytanie może brzmieć: Co potrzebuje wiedzieć, żeby zaufać, że wszystko będzie dobrze? Poczucie bezpieczeństwa to także rodzaj zaufania i podejście, że każde spotykające nas doświadczenie, pełni dla nas ważną rolę i ma nas do czegoś przygotować, więc powinniśmy właściwie je wykorzystać.

Poczucie zaangażowania jest urzeczywistnieniem motywacji i ucieleśnieniem pasji do tego co robię. Z moich obserwacji wynika, że trudno je kształtować, gdyż często wynika po prostu z miłości do sportu, czy wybranej dyscypliny. Blisko wiąże się z poczuciem sensu, w taki sposób, że poczucia te potrafią się wzajemnie napędzać. Emocje przeżywane w wyniku realizacji tego, co ważne i możliwość dzielenia się tym i zarażania innych to najbardziej naturalne paliwo sportowe. Rozpoznajemy je poprzez jakość treningu i to jak przykładamy się do zaplanowanych ćwiczeń. Poczucie zaangażowania wynikać może z odpowiedzi na pytanie: Dzięki czemu kocham, to co robię? Oznaki zaangażowania bywają bliskie pozytywnemu uzależnieniu, ale w każdym uzależnieniu jest element ryzyka. Kiedy chciałbym przestać, np. zakończyć karierę, a nie wiem jak i nie potrafię, to ważny sygnał do refleksji i przyjrzenia się swojej motywacji i planom na przyszłość.

Poczucie kompetencji związane jest z posiadaniem konkretnych umiejętności wymaganych w danej dyscyplinie sportu i przekonaniem o ich posiadaniu. Budowanie poczucia kompetencji następuje dzięki tysiącom powtórzeń wykonywanych przez lata treningu i potwierdzanie nabytych kompetencji w sprawdzianach i sytuacjach startowych. Proces budowania i uświadamiania sobie swoich silnych stron można wzmacniać nabywaniem wiedzy, pracą mentalną, autorefleksją prowadzącą do wypracowywania własnych technik i metod opartych o doświadczenia i najlepsze praktyki. Niewątpliwie poczucie kompetencji powiązane jest blisko z poczuciem wpływu i poczuciem pewności. Poprzez realizację planu i mierzenie postępów mogę zobaczyć, jak poziom mojej kompetencji podnosi się. Kiedy techniki stają się powtarzalne buduje to poczucie pewności. Przykładowo, kiedy staję na linii rzutów karnych na boisku piłkarskim lub na końcowej linie boiska, żeby wykonać zagrywkę w piłce siatkowej i powtarzam wypracowaną sekwencję działań (np. ruchów, wypowiadanych słów, ukierunkowania myśli, technik koncentracji) i widzę, że dzięki nim uzyskuję odpowiednią skuteczność, wszystko to składa się na budowanie poczucia kompetencji. Poczucie kompetencji to umiejętność odpowiedzi na pytanie, w czym jestem naprawdę dobry? Posiadanie odpowiednich kompetencji jest związane z autodialogiem, czy tym, co i w jaki sposób do siebie mówię. Częściowo może być kształtowane poprzez pozytywny dialog wewnętrzny, jednak w poczuciu kompetencji docelowo ważne jest pełne przekonanie i wiara w daną umiejętność, a nie „oszukiwanie się”, że coś potrafię. To także dostrzeganie pozytywnych doświadczeń i docenianie ich.

Poczucie sukcesu jest jednym z najbardziej indywidualnych, a jednocześnie najsilniej podlegających publicznej ocenie, wymiarów. Media, sponsorzy, działacze, rywale, czy nawet trenerzy wydają się lepiej wiedzieć, co było sukcesem zawodnika, a co nie. Kiedy zawodnik wraca po kontuzji i ukończenie zawodów bywa dla niego największym życiowym sukcesem, może zostać skwitowany stwierdzeniem, że „się skończył”, kiedy nie zdobył, zakładanego mu na szyję przed startem, medalu. Nawet, jeśli realnie oceniając swoje szanse, sam nawet nie planował tego medalu zdobyć. Myśląc o poczuciu sukcesu warto mieć przekonanie, że kariera sportowa to droga i w wielu wypadkach, to jak tą drogą podążamy, jest równie ważne albo ważniejsze niż to, co u kresu tej drogi odnajdujemy. Jeśli nie zakwalifikowanie się do finału podczas igrzysk olimpijskich jest w danym momencie porażką, być może z perspektywy kolejnych igrzysk, będzie krokiem niezbędnym do uzyskania jeszcze większego sukcesu, a z perspektywy końca kariery, doświadczeniem nieocenionym, prowadzącym do ułożenia sobie dalszego życia. Własna miara sukcesu, realna, ambitna, ale uwzględniająca w sobie elementy poczucia sensu, pozwala lepiej radzić sobie, kiedy jak nikt inny, jest się poddawanym presji oczekiwań i ocenom ze strony sędziów, rywali, komentatorów oraz publiczności. Każdy powinien samodzielnie odpowiedzieć sobie na pytania: Co dla mnie będzie sukcesem? Czym mierzę swoje sukcesy i porażki? Dla jednego z nas może to być sam udział w zawodach, dla innego walka do samego końca i nie poddawanie się, dla kogoś jeszcze innego odpuszczenie i zadbanie o zdrowie lub pomoc rywalowi i postawa fairplay. Kwestia sukcesu staje się nieco bardziej złożona w pracy zespołowej. Bardzo pobieżnie traktując temat, warto wspomnieć tylko, że w funkcjonowaniu zespołowym najlepiej sprawdza się sytuacja, w której członkowie wiedzą i rozumieją, jak ich osobisty sukces przyczynia się do sukcesu zespołu, i jak sukces zespołu buduje ich własny sukces.

Podsumowując, zaproponowane wyżej spojrzenie to wynik moich obserwacji i przemyśleń wynikających pracy ze sportowcami, ale przede wszystkim z ludźmi. Pokazuje ono pewną złożoność zależności pomiędzy czynnikami mającymi wpływ na nasz stan, myśli, emocje i tym samym końcowy rezultat działań. Liczę, że usystematyzowanie obszarów do pracy usprawni i przyspieszy proces odnajdywania swojej wewnętrznej strefy doskonałości i uczyni z niego ciekawą, wartościową i rozwijającą przygodę. Zachęcam do analizy, refleksji, eksperymentowania, dyskusji i wyciągania własnych wniosków. Ponieważ według mnie, każda mistrzowska strategia jest unikalna, warto czerpać z doświadczeń innych, ale to własna droga najszybciej prowadzi do celu i daje największą satysfakcję.

Magazyn Bieganie - artykuł ukazał się w maju 2018 roku.